wtorek, 28 lutego 2017

Japanese But Goodies - Cold Spot (2017) EN


The Italians from Japanese But Goodies show how to combine guitar-electronics driven post-rock with catchy vocals. Perhaps it's the effect of collaborations with theatre stage where words are usually very important. And how well off music and theatre go together is best shown by the Greek 2l8.

The album begins with truly post-rock track "Sol Levante" that's amazingly moody and spacious. And it goes smoothly into my personal favourite here, "Architecture" combining post-rock emotions with interesting vocal and touching, spoken ending put on a layer of thick guitars. "Why I hope of seeing you again. I was building in me an architecture to welcome you". And the whole album goes like this - good post-rock interwoven with sang tracks that draw your attention. Plus, there's your new alarm clock - under number 4.

"Cold Spot" is available for 7 EUR.




Japanese But Goodies - Cold Spot (2017) PL


Włosi z Japanese But Goodies pokazują jak łączy się gitarowo-elektroniczny post-rock z chwytliwym wokalem. Być może jest to zasługą doświadczenia z grania do przedstawień teatralnych, gdzie jednak słowa są niezwykle ważne. A jak dobrze współgra muzyka offowa i teatr najlepiej pokazują Grecy z 2l8.

Płyta rozpoczyna się zupełnie post-rockowym kawałkiem "Sol Levante" imponującym atmosferą i przestrzenią. A on łagodnie przechodzi w mojego zdecydowanego faworyta na tym albumie - "Architecture", który post-rockową emocjonalność łączy z ciekawym wokalem i przejmującą, melorecytowaną końcówką skojarzoną z nawarstwiającymi się gitarami. "Why I hope of seeing you again. I was building in me an architecture to welcome you". I tak jest na całym krążku - post-rock na poziomie przetykany zapadającymi w pamięć śpiewanymi utworami. No i mają twój nowy budzik - ukrywa się on pod numerem 4.

"Cold Spot" dostępny jest za 30 złotych (7 EUR).




poniedziałek, 27 lutego 2017

Those Who Dream By Day - EP 2017 EN


Those Who Dream By Day from Warsaw presents us with good guitar post-rock. They state that their music is heavily inspired by the process of dreaming "not to miss things which escape those who dream only by night".

Oneiric states are visible from the very first... "Firstly" that passes by like a pleasant thought somewhere in the background of your mind. It gets.. louder in "Quitly" where dreamy composition is accompanied by rapid and noisy guitars. "Illalla" starts with the quotation I cited before, the one about dreaming by day, and the citation is taken from Edgar Allan Poe himself! Te  whole thing is finished with a particularly moody track called "Lighthouse Keeper".

It seems that the band's dreams are very raptous and noisy but it's good, at least for us, the audience. Because of them we got a good EP filled with guitars and we can wait for more. After all, one doesn't cease to dream.

EP is available for "pay-what-you-want".



Those Who Dream By Day - EP 2017 PL


Warszawiacy z Those Who Dream By Day to kawał dobrego, gitarowego post-rocku. Jak sami zaznaczają, gdy grają swoją muzykę inspirują ich sny tak by "nie stracić rzeczy, które umykają tym śniącym tylko nocami". 

Oniryczne stany pokazują od początku, w "Firstly", które przemyka jak miła myśl lecąca gdzieś w tle. Wbrew tytułowi na "Quietly" nie jest wcale ciszej, wręcz przeciwnie, do sennej aranżacji dołączają potężnego, gitarowego kopa. "Illalla" zaczyna się przytoczonym wcześniej cytatem o snuciu marzeń za dnia, cytatem z samego Edgara Allan Poe. Całość zamyka wyjątkowo nastrojowy "Lighthouse Keeper".

Wygląda na to, że zespół sny ma gwałtowne i hałaśliwe, ale to dobrze dla nas, słuchaczy. Dzięki temu dostaliśmy dobrą, wypełnioną gitarami epkę i możemy czekać na więcej. W końcu nie przestaje się śnić.

EP dostępna jest za "płać ile chcesz".



sobota, 25 lutego 2017

:ŁŚ Magazine: Dobranoc, słuchaczu - wywiad z Agura Matra PL


Wchodzi w duszę wraz ze swoimi funeralno dreampopowymi klawiszami i żałobnym głosem śpiewającym o miłości. Ben Rammsier a.k.a. Agura Matra z Indonezji wnosi kolory w nasz sypialny pop. Zadałem mu kilka pytań właśnie o te kolory, o pracę nocą i o ukochane osoby. Terima kasih, Ben!


ŁŚ: Swoją mroczną muzykę zestawiasz z jaskrawymi, nasyconymi kolorami, z których budujesz swój imydż. To celowe? Jaka jest twoja prawdziwa natura?

AM: Zawsze lubiłem psychodeliczne kolory, a w mojej głowie zawsze dużo się dzieje, pojawia się wiele różnych myśli, różnorodność, kolorów których używam to symbolizuje. Ale to wszystko zawsze staje się czymś mrocznym, czasem mroczniejszym niż bym chciał. Tak więc uważam, że moja prawdziwa natura jest szara. Mroczna i szara.

Opisując swój poprzedni album, “Riverland”, napisałeś, że jest to muzyka, którą tworzysz, gdy nie możesz zasnąć. Zawsze w ten sposób pracujesz? Praca nocą wpływa na twój pogrzebowy dreampop?

Płyta, jej powtarzające się schematy, inspirowana jest twórczością Burzum, jego hipnotyczną naturą, którą chciałem oddać. To, w jaki sposób potrafi wyczerpać energię słuchacza, tak by nie przestał słuchać, i w końcu go uśpić. Zanim ją wydałem, słuchałem jej nocami, by sprawdzić, czy osiągnąłem ten efekt. A pracuję zazwyczaj nocą, gdy dookoła jest cicho.

The Cure
Jacy artyści mieli na ciebie największy wpływ? Są jakieś indonezyjskie projekty, które mógłbyś nam polecić?

Burzum i The Cure. Lubię to, jak monotonnie hipnotyczna jest ich muzyka. Zwłaszcza na ich wcześniejszych płytach. W sumie to smuci mnie, że nie potrafię wskazać żadnych zespołów z mojego kraju bo jestem zbyt introwertyczny by wyjść i poszukać czegoś fajnego w moim otoczeniu.

Album “Die With You” określasz jako pogrzebowy dreampop (funeral dreampop) i według mnie ta labelka pasuje idealnie. Skąd wzięła się ta mieszanka gotyckiej atmosfery i elektronicznych melodii?


Piosenki z "Die With You" to w zasadzie stary materiał, który napisałem, gdy byłem młodszy. To miks różnych stylów, który starałem się ujednolicić i jestem dość zadowolony z tego, jak mrocznie i lo-fi'owo to brzmi.





Uwielbiam to, że każdy twój utwór ma swoje własne tempo i melodię. Czy to jest coś, do czego przykładasz dużą wagę, czyli liczy się dla ciebie raczej ogólny klimat albumu?

Ogólny klimat jest dla mnie bardzo ważny. A także odpowiedni początek i zakończenie albumu. Materiał nazbierał się przez lata i stąd zróżnicowany styl. Każdy kawałek jest inny.

“Die With You” jest tak pięknym utworem. Jak powstał? Napisałeś go dla kogoś szczególnego?

Przyszedł mi do głowy, gdy myślałem o tych, których kocham. Jak zawsze chcemy być przy nich, opiekować się nimi do końca naszych dni. Jest to dość zaborcze szczerze mówiąc.





Prawie zapomniałem spytać o nazwę twojego projektu. Oznacza coś po indonezyjsku?

To skrócona wersja mojego imienia, Agung Rama Putra. "Agura" oznacza też medytację, zagłębianie się w myślach, "matra" to materia, świat, na którym żyjemy. Więc może to oznaczać bycie świadomym, uważnym, zawsze myślącym zanim się coś zrobi. Tak mi się przynajmniej wydawało gdy wybierałem nazwę.


Więcej o "Die With You" przeczytaj tutaj. Sprawdź również strony Agura Matry na Facebooku Bandcampie!

:ŁŚ Magazine: Good Night, Listener - an interview with Agura Matra EN


He goes inside your soul with funeral dreampop keys and his sombre voice singing about love. Ben Rammsier a.k.a. Agura Matra comes from Indonesia and brings colours to your bedroom pop. I was able to ask him about those colours, working a night and the loved ones. Terima kasih, Ben!


ŁŚ: Your dark music is contradicted by lively, saturated colours you use as a part of your image. Is it intentional? Which one is your true nature?

AM: I've always liked psychedelic colours, and there's always many things going on inside my head, some different ideas, just like the many colours I put on the image. But it all always become something dark, sometimes darker than I intended to. So I think my true nature is grey. Dark and grey.

When describing your previous album, “Riverland”, you wrote that this is the kind of music you create when you can’t sleep. Is it the way you work? Is working at night what influenced your funeral dreampop?

The album, it's repetitive pattern is heavily influenced by Burzum. The hypnotic nature that I tried to achieve. How it can exhaust the energy of the listener without making them stop listening, and finally put them to sleep. Before I released it, I always listened to it at night. to see its effect. I mostly work at night or when it's quiet around me.

The Cure
What are your favourite artists that influenced you the most? Are there any Indonesian projects you could recommend to us?

Burzum and The Cure. I like the monotonous hypnotic nature of their music. Especially their early albums. It actually saddened me that I can't recommend any band from my country because I'm too introverted to go out and search for something in my surroundings.


You describe “Die With You”, the album, as funeral dreampop and I find this label extremely fitting. Where did this mix of gothic mood and electronic melodies come from? 


The songs from "Die With You" are actually some of the old material I wrote in my younger years. It's a mix of different styles that I attempted to harmonize and I am quite satisfied with the dark and lo-fi sounds on it.





I love the way you have your style but you can make every song unique with its own pace and melody. Is it something you focus on or is the overall atmosphere more important for you?

The overall atmosphere is important to me. Also what's the right way to begin and end the album. It came from old materials over the years so it got mixed styles. Each is different.

“Die With You” is such a beautiful song. How was it created? Was it meant for someone in particular?

It came to my mind after I was thinking of the loved ones. How we always want to be with them, taking care of them until the end of our lives. Rather possessive, really.





Almost forgot about the name of your project. Does it mean anything in Indonesian? 

It's an abbreviation of my name, Agung Rama Putra. "Agura" also means meditating, deep thinking. "Matra" is material, the world we live in, our lives. So it can mean to be aware, awaken, always think before do. Well, sort of. At least that's what's came to my mind when I chose the name.


You can read more about "Die With You" here. Check out also Agura Matra's Facebook and Bandcamp!

piątek, 24 lutego 2017

The Rights - Di Dalam Fana EP (2017) EN


The Rights, another good Indonesian exotic flower in the botanic garden of the off music. What's in this country that it gives us so much beautiful and moody music? The project is the solo creation, what the author likes to underline, of Luthfi Pradita of Jakarta and gives us dark post-rock that makes us anxious instead of inspiring awe and force to look around nervously instead of relaxing.

If I translate the album's title correctly, it means "In Transition". And the song titles are interesting too - we have Malaysian for "Be There" ("Menjadi Ada") and "Happy in Paralysis" ("Bahagia Dalam Lumpuh") and finally the composition closing and referring to the first track - "Be No" ("Menjadi Tiada"). Behind them, there is particularly consistent post-rock with droning backgrounds and beautiful keys but also clear-sounding guitars and vocals (in the English-titled "Light") that do not mess anything up.

The whole work by Pradita is very consistent and well-thought-out. The graphics on the album match the music in the best way possible so that its immersive potential is even bigger. And they are very dark too.

"Di Dalam Fana" costs 7 USD.



The Rights - Di Dalam Fana EP (2017) PL


The Rights, kolejny z dobrych indonezyjskich egzotycznych kwiatów w ogrodzie botanicznym muzyki offowej. Co jest takiego w tym kraju, że daje tyle dobrej i nastrojowej muzyki? Projekt tworzony własnoręcznie, jak podkreśla autor, przez Luthfi Praditę to mroczny post-rock, który zamiast wprawiać w podziw - niepokoi, zamiast umilać czas, sprawia, że zaczynamy nerwowo rozglądać się wkoło.

Jeśli dobrze tłumaczę tytuł płyty, oznacza on tyle co "przejazdem". Zresztą tytuły utworów też są ciekawe - mamy zapisane po malajsku "Bądź tam" ("Menjadi Ada") i "Szczęśliwi sparaliżowani" ("Bahagia Dalam Lumpuh") i w końcu klamrujący kompozycję nawiązując do pierwszego kawałka "Menjadi Tiada" - "Nie bądź". Za nimi czai się niezwykle konsekwentny post-rock niestroniący od drone'ujących teł czy pięknych klawiszy, ale również żywych gitar i niepsującego niczego wokalu pojawiającego się na anglojęzycznym "Light".

W całej twórczości Pradity widać konsekwencję i sporo przemyśleń. Grafiki ozdabiające płytę pasują do muzyki idealnie dodając projektowi sporo immersji. No i mroku.

"Di Dalam Fana" nie jest tanie jak na epkę, kosztuje 29 złotych (7 USD).



czwartek, 23 lutego 2017

Kairon; IRSE! - Ruination (2017) PL


Muszę przyznać, że jestem wielkim fanem "Ujubasajuby", poprzedniego albumu Finów z psychodelicznego Kairon; IRSE!, a ich "Amsterdam" to jeden z moich ulubionych ulubionych utworów (a nawet jeden z ulubionych utworów o tym tytule, obok klasyku Negatywu). Zespół o przedziwnej nazwie wraca własnie z nowym materiałem spod znaku rosochatego drzewa i, jak zwykle w takich okazjach, budzi we mnie mieszane uczucia - od miłego rozczarowania (bo poprzednia płyta NAPRAWDĘ była aż tak dobra) po dużą dawkę nadziei (bo ta zdecydowanie ma szanse mnie oczarować).

Znakami szczególnymi K;I! są długie, szalone kompozycje i przyjemny falset wokalisty, Dymitra Meleta. Oba odznaczają się od samego początku - dwa pierwsze utwory mają łącznie niemal pół godziny szalejących dźwięków, które jednak w przedziwny sposób tworzą jedną całość. A Melet może nie brzmi jak w moim "Amsterdamie" to jednak pokazuje swoje umiejętności, zwłaszcza w "Stariku". No właśnie, kompozycje po rosyjsku są kolejną charakterystyczną cechą zespołu z Finlandii (w której żyje spora mniejszość rosyjska).

"Ruination" rozwija się dość powoli ale warto dać jej chwilę. Wkrótce porwie was szalonymi zmianami tempa i ledwo dającymi się okiełznać gitarami. A potem można wrócić jeszcze na chwilę do "Ujubasajuby". Szkoda tylko, że zespół nie wychyla się z koncertami poza ojczyznę.

Płyta kosztuje 30 złotych (7 EUR).



Kairon; IRSE! - Ruination (2017) EN


I have to say that I'm a big fan of "Ujabasajuba", the previous album by the Finnish psychodelic Kairon; IRSE!, and their "Amsterdam" is one of my favourite favourite tracks (it's even one of my favourite tracks called "Amsterdam", together with the Polish Negatyw's famous song). The band with the crazy name is back with new material marked with a bifurcate tree and, as always in similar cases, I have mixed feelings - from pleasant disappointment (because it proves that the last album was THAT good) to a high dose of hope (because this one can still easily start to amaze me eventually).

The characteristic traits of K;I! are long, mad compositions and the vocalist (Dmitry Melet)'s pleasant falset. They are noticeable from the very beginning with first two tracks being almost half an hour long and attacking with crazy sounds that somehow, when put together, create a perfect whole. And Melet, although perhaps doesn't sound like in my favourite "Amsterdam", still shows his skills, especially in "Starik". And, songs in Russian are another special thing for the band from Finland (where the Russian minority is quite notable).

"Ruination" takes its time to show everything it has. But eventually it impresses you with its guitar madness and rapid pace changing. And then you can go back to "Ujubasajuby" for a while too. It's a shame the band doesn't leave their country to play gigs.

The album costs 7 EUR.



środa, 22 lutego 2017

Venona Pers - Truth In Ashes (2017) EN


Venona Pers is a British duo Jonathan Hill-Grant Weston "experimenting with sound and images". Among their inspirations they include some ambient gurus like Stars of the Lid or Fennesz but their music is more characterized by guitar roughness and  post-rock sounds. It comes from their motto - "to create a blend of acoustic and electric guitars and computer technology to produce blissed out noise and guitar textures". 

We can hear it on their album on which the noise covers on the foreground some more delicate sounds like piano keys just to magically transform into an acoustic guitar composition. And the whole things is covered with hoar frost. It is introduced by the cover art by Marcin Chady (:flickr:) and is only underlined by glacial song titles. Musically speaking, there are also ice cristal keys in ""December" and snowy landscapes in "Glacial". It is an album about winter.

"Truth in Ashes" costs 5 GBP.


Venona Pers - Truth In Ashes (2017) PL


Venona Pers to brytyjski duet Jonathan Hill-Grant Weston, "eksperymentujący z dźwiękami i obrazem". Wśród swoich inspiracji wymieniają kilka ambientowych guru jak Stars of the Lid czy Fennesza ale w ich muzyce jest więcej szorstkich gitar i post-rockowego grania. Zresztą to wynika z ich filozofii gdyż starają się "skojarzyć gitary akustyczne i elektryczne z technologią komputerową tak by stworzyć olśniewający hałas z gitarowymi teksturami".

Słychać to na płycie, gdzie hałas przykrywa na pierwszym planie delikatne rzeczy, takie jak dźwięki pianina by po chwili magicznie przeistoczyć się w akustyczną kompozycję na gitarze. A wszystko nosi na sobie mroźne znamiona. W atmosferę wprowadza już okładka płyty z efektowną grafiką autorstwa Marcina Chady (:flickr:) a potęgują ją lodowcowe tytuły kompozycji. A muzycznie do czynienia mamy też z kryształowymi klawiszami w "December" czy śnieżnym pustkowiem w "Glacial". Bo to jest płyta o zimie.

"Truth in Ashes" to wydatek 25 złotych (5 GBP).


wtorek, 21 lutego 2017

Visiting Diplomats - Big Swell (2017) EN


Joined by the love for the music noise of the 90s, the band from Portland has just released a short EP that will still be a frequent guest in my shoegazing ears.

Again, I have to say that there's shoegaze and shoegaze. While some prefer slightly dirty post-punk in The Jesus And Mary Chain style or unkempt pop by Lush, some others, like for example Visiting Diplomats are more about the wall of sound being crushed with delicate melodies and vocals. The last thing is provided by Sarah Van Horn (and later by Michael Lynch) and it's a perfect match. The overwhelming noise hides her voice but when fished out, you can enjoy an absolutely brilliant chorus of the best track here, "Let Go".

The track, just like the two other, is soaked with grief and trauma of overcoming a break-up. Van Horn's voice is made for such stories. "Ocean" is a bit more lively and "Between the Walls"is very much melancholy driven. A fantastic idea was also including trumpets into this ravishing shoegaze.

The whole band with the name and the album cover gives the impression of a great nostalgia for the ending of the previous century. And it sounds perfect. "Let Go" will be one of my hit songs of February, no doubt.

"Big Swell" is to be bought for 3 USD.


Visiting Diplomats - Big Swell (2017) PL


Połączona miłością do muzycznego hałasu lat 90-tych, grupa z Portland wydała właśnie króciutką EP-kę, która jednak jeszcze długo będzie wybrzmiewać w moich shoegaze'ujących uszach.

Po raz kolejny muszę napisać, że shoegaze shoegaze'owi nierówny. Podczas, gdy niektórzy wolą zabrudzony post-punk w stylu The Jesus And Mary Chain albo nieporządny pop a'la Lush, inni, na przykład Visiting Diplomats, koncentrują się na ścianie dźwięku i zderzeniu o nią delikatności melodii i wokalu. O ten ostatni dba Sarah Van Horn (a dalej na płycie też Michaela Lyncha) i robi to fantastycznie. Przez wszechobecny hałas ledwo go słychać, jednak warto się przysłuchać i wyłowić przepiękny refren w najlepszym moim zdaniem kawałku, otwierającym wydawnictwo "Let Go".

Ten utwór, tak jak dwa pozostałe, przesiąknięty jest żalem, traumą i przechodzeniem przez nią po rozstaniu. Głos Van Horn brzmi jak stworzony do takich opowieści. "Ocean" jest już nieco bardziej skoczny, a w "Between the Walls" słychać okropnie dużo nostalgii. Fantastycznym pomysłem jest również wplecenie w ten porywający shoegaze dźwięków trąbki.

Wszystko w zespole, łącznie z jego nazwą i okładką płyty zdradza nostalgię za końcówką ubiegłego wieku. I wszystko brzmi genialnie, a "Let Go" to jeden z ważniejszych dla mnie przebojów lutego.

"Big Swell" można mieć za niecałe 13 złotych (3 USD).


poniedziałek, 20 lutego 2017

Hiki - Closer (2017) EN


Cheerful darkgaze, shoegaze combined with post-metal with generally pleasant, luminous vibe. These are not entirely contradictory statements, they are juxtaposed by B.M., a Russian multi-instrumentalist known as the force behind several projects such as Blurry Lights, Skyforest or A Light In The Dark (last October he released an album as the latter and it is worth checking too). This luminous project here is called Hiki.

Hiki in Japanese means "light", no coincidence here, you can feel it all over the album. The author says this CD is heavier than the previous one but the truth is that the most important force here is cheerful electronic shoegaze with backing vocals and uplifting melodies ("Smile"!). Everything has this lining made of delicate melancholy but it is nothing compared to the overwhelming sadness of Skyforest. The cover is made by an artist known as mB0sco whose graphic is a perfect visualization of Hiki's music. Luminous, pink and light blue sunrise after which there has to be a good day. No other option.

"Closer" costs only 1 USD but if the author's words are to be trusted, it's going to be available for "pay-what-you-want".



Hiki - Closer (2017) PL


Pogodny darkgaze, połączenie shoegaze'u i post-metalu z generalnie przyjemnym, świetlistym vibe'em. To nie do końca wykluczające się hasła, ich skojarzenie jest zasługą B.M., rosyjskiego multiinstrumentalisty znanego z innych samodzielnych projektów, takich jak Blurry Lights, Skyforest czy A Light In The Dark (ostatnia płyta z października sama w sobie jest warta sprawdzenia). A ten świetlisty projekt to Hiki.

Hiki to po japońsku właśnie "światło" i da się to wyczuć na tej płycie bezbłędnie. Choć sam twórca pisze, że ta płyta jest cięższa niż poprzednie, najwięcej jest na niej radosnego elektronicznego shoegaze'u z chórkami i porywającymi melodiami ("Smile"!). Wszystko podszyte jest delikatna melancholią ale gdzież jej do przytłaczającego smutku znanego ze Skyforest. Płyta udekorowana jest okładką autorstwa artysty znanego jako mB0sco, którego grafika idealnie wizualizuje muzykę Hiki. Świetlisty, różowo-błękitny wschód słońca, po którym musi nastąpić udany dzień. Nie ma wyjścia.

"Closer" kosztuje 4 złote (1 USD) ale jeśli wierzyć artyście, dostępny będzie też za "płać-ile-chcesz".



sobota, 18 lutego 2017

:ŁŚ Magazine: Nightmares about Dyatlov - an interview with Sana Obruent EN



Sana Obruent's "Dyatlov" is one of the first of this year's big ambient projects. I asked Paul Lopez, the man behind it about his fascination with the Dyatlov Tragedy and what happened there in his opinion, about ghosts and ambient music. Thank you, Paul. Looking forward to more material by Sana Obruent.


ŁŚ: Sana Obruent in Latin means “drowned in sound” if I can trust my rusty Latin. You also posted a poem in this language on your Bandcamp pages. What makes Latin and its culture so inspiring for you?

PL: For a brief time over 20 years ago I managed to teach myself some very small parts of Latin but it was strictly basic words and sentences. Over time my memory of the language dissipated but I still remain interested with it's origins and it continues to fascinate me.

The poem I mentioned, “Verum musicum” by Erik Satie - why is it so important to you? Is the French composer a major influence on Sana Obruent?

The title when translated into English means "The True Musician." For me the poem represents the struggles that musicians or songwriters continue to go through and the sacrifices that we make to have our art recognized or at least heard of. I have always carried the thought that if only one individual understands what I am trying to do with my music and listens with open mind towards me or other artists regardless of genres that in my view is being successful.


Erik Satie
What are your other inspirations? What does an ambient artist actually listen to? Is it only the sounds of nature and reality around you or is there also a place for more traditional music?

Everyday life is a constant inspiration for me regardless if the situations are positive or negative. I have always been an individual who tends to keep everything hidden within me and if I bring these specific things to the surface I translate all of it the only way that I know how and that is with my music. When it comes to my musical inspirations I absorb everything. If you really would like to know what I listen to everyday all I can say to you is "name it"!

Your last album, “Dyatlov”, tells the story of the tragedy that took place on the Dyatlov Passage in the Ural Mountains, in which nine people died in a mysterious way. Why did you decide to tell their story with your music?

Dyatlov is an investigation that should always be ongoing. So much time has passed since the tragedy but I feel that the hikers who lost their lives on the mountain should never be forgotten and in a small way I recorded these songs as a tribute to their memory. But most importantly I wanted to create an awareness that these individuals lost their lives in the most brutal of ways. I just feel that their souls are not at rest. That bothers me.


The expedition before the Dyatlov Tragedy

And as we are on it, what do YOU think happened there?

There are countless theories about the tragedy at Dyatlov Pass. The range from having contact with UFO's, possibly being attacked by a menk or Russian yeti or the neighboring indigenous Mansi tribesmen. But my personal opinion shifts towards the Russian military who at that specific time were known to conduct tests on parachute mines that would explode just a few feet from their target when airborne. If an individual was in the immediate vicinity during the explosion they would be killed but also have the same types of injuries that had been found on the hikers. Also, the bodies of some of the hikers after being located had a very distinctive brown color to their skin as well as showing traces of radiation.

You are from California, probably the least likely place to compare to the Ural. How did you manage to convey the atmosphere of this frozen, desolated place so well?

I have worked on this project for over a year. I became so immersed within the subject matter that it affected me a great deal. It would always pay me a visit, especially at night when I would try to sleep and if I was lucky to rest I had very vivid dreams about Dyatlov. It felt as if I was there. After I awoke in the morning these dreams would still be with me and it was why I decided to express how I felt about this particular subject. I hope I was successful?





Sana Obruent's ghosts

I have a feeling you are really into the Beyond. Ghosts appear quite frequently in your creations - in the pictures you post, in music (like in “A Return To The Ballroom”). Do you believe there’s actually passage between Here and There or are they just some kind of echo of the past?

I have always had a strong belief in spirits and things that may be considered to come from the beyond. I have had so many weird and paranormal experiences throughout the years and these situations have also been shared by members of my family who have gone through some unexplained phenomenon on their own. I want to believe in the possibility of life after death. There has to be something more after you leave the planet. This concept has always been here. I have faith that it is real but where could it all lead is anyone's guess.

And a generic question to end - who do you think is your music for? Why do people listen to so dark and unsettling things like your creations?

The music that I create with Sana Obruent is something that I hope everyone can embrace. People have a dark side and I am no exception. The way I feel comes out exactly as I intended within the music. Perhaps people around the world, regardless of who they may be, can find some type of peace or calm within my music. I hope they do because that would mean everything to me.


To read more about "Dyatlov", check my post. Don't forget to follow Sana Obruent on Bandcamp and Facebook.

:ŁŚ Magazine: Koszmary o Przełęczy Diatłowa - wywiad z Sana Obruent PL


"Dyatlov", płyta projektu Sana Obruent, to jeden z pierwszych dużych albumów ambientowych tego roku. Zapytałem Paula Lopeza odpowiadającego za ten projekt o jego fascynację tym, co zdarzyło się na Przełęczy Diatłowa, o czym opowiada krążek i jak to interpretuje. A także o duchy i ambient w ogóle. Dzięki, Paul, będę czekał na kolejny Twój materiał!


ŁŚ: Sana Obruent po łacinie oznacza “zatopiony w dźwięku” jeśli wierzyć moim zdolnościom językowym. Na swojej bandcampowej stronie opublikowałeś też wiersz po łacinie. Skąd takie zainspirowanie tym językiem i jego kulturą?

PL: Przez krótki czas, ponad dwadzieścia lat temu, uczyłem się troszkę łaciny ale to były tylko pojedyncze słówka i proste zdania. Przez ten czas rozmyły się one w mojej pamięci ale wciąż interesuję się pochodzeniem tego języka i wciąż mnie on fascynuje.

Wiersz, o którym wspominałem to “Verum musicum” Erika Satie. Dlaczego jest dla ciebie taki ważny? Czy ten francuski kompozytor znacząco wpłynął na Sana Obruent?

Tytuł to po łacinie "Prawdziwy muzyk", dla mnie ten wiersz pokazuje problemy, przez które muzycy i twórcy tekstów przechodzą i wszystko, co poświęcamy by nasza praca została zauważona. Zawsze była przy mnie taka myśl, że jeśli chociaż jedna osoba zrozumie to, co robię z moją muzyką i słucha jej, albo nawet innych artystów z innych gatunków z otwartym umysłem - wtedy można mówić o sukcesie. 

Erik Satie

Jakie są twoje inne inspiracje? Czego muzycy ambientowi w zasadzie słuchają? Tylko dźwięków natury i rzeczywistości wokół czy jednak także bardziej tradycyjnej muzyki?

Codzienne życie jest dla mnie nieustającą inspiracją, bez znaczenia, czy chodzi o pozytywne, czy negatywne sytuacje. Zawsze byłem osobą, która chowa wszystko w sobie  i jeśli coś z tych rzeczy wyciągam na powierzchnię, tłumaczę to na jedyny język, który znam - na moją muzykę. Jeśli chodzi o muzyczne inspirację to chłonę wszystko. Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, czego słucham na co dzień, powiem ci tylko "zgadnij"!

Twój ostatni album “Dyatlov” opowiada historię tragedii na Przełęczy Diatłowa na Uralu, w której w tajemniczy sposób zginęło dziewięcioro osób. Skąd pomysł by opowiedzieć ich historię przy pomocy twojej muzyki?

To, co tam się stało powinno być wciąż badane. Minęło tyle czasu, ale uważam, że podróżnicy, którzy stracili wtedy swoje życie nie mogą być zapomniani i na swój skromny sposób moje utwory są hołdem ku ich pamięci. Co ważniejsze jednak, chciałem uświadomić ludzi, że te osoby zginęły w najbrutalniejszy z możliwych sposobów. Czuję, że ich dusze nie zaznały spokoju. I to mnie martwi.


Ekspedycja przed tragedią na Przełęczy Diatłowa

Skoro już przy tym jesteśmy, jak TY myślisz, co się wydarzyło?

Jest niezliczona liczba teorii na ten temat. Od spotkania z UFO przez atak menka, rosyjskiego yeti, po napaść członków żyjącego w pobliżu plemienia Mansi. Ale ja skłaniam się ku pomysłowi, że chodziło o rosyjską armię, która w tym czasie testowała miny spadochronowe wybuchające w powietrzu kilka stóp od celu. Jeśli człowiek znalazł się odpowiednio blisko mógł od nich zginąć albo odnieść podobne uszkodzenia ciała, jakie mieli uczestnicy wyprawy. Po tym, jak odnaleziono ich ciała, okazało się, że mają bardzo charakterystyczne brązowe odbarwienia na skórze oraz ślady promieniowania.

Jesteś z Kalifornii, prawdopodobnie najmniej porównywalnego do Uralu miejsca świata. Jak udało ci się oddać tak dobrze atmosferę tego zamarzniętego pustkowia?

Pracowałem nad tym projektem ponad rok. Tak się w tej sprawie zanurzyłem, że jej wpływ na mnie był olbrzymi. Nawiedzała mnie zwłaszcza nocami, gdy próbowałem spać. Jeśli miałem szczęście i udało mi się zaznać odpoczynku, pojawiała się w postaci bardzo wyrazistych snów. Czułem się jakbym tam był. Gdy budziłem się rankiem, wciąż o tym myślałem i w końcu zdecydowałem się wyrazić moje zdanie na ten temat. Mam nadzieję, że mi się udało?





Duchy Sana Obruent

Mam wrażenie, że bardzo interesują cię Zaświaty. Duchy pojawiają się w twojej twórczości bardzo często, czy to w grafikach, które publikujesz, czy w muzyce (jak na płycie “A Return To The Ballroom”). Wierzysz, że naprawdę jest jakieś połączenie między Tam a Tutaj? Czy może to są tylko echa przeszłości? 

Zawsze bardzo wierzyłem w duchy i inne rzeczy pochodzące, jak sądzę, z Zaświatów. Przez lata przeżyłem mnóstwo dziwnych i paranormalnych wydarzeń, również członkowie mojej rodziny mają na koncie kilka niewyjaśnionych fenomenów. Chciałbym wierzyć w możliwość istnienia życia po śmierci. Musi być coś po tym, jak opuszczamy tę planetę. Zawsze gdzieś tam miałem tę myśl. Wierzę, że to prawda, ale dokąd to prowadzi, możemy tylko zgadywać.

Na koniec pytanie generyczne - dla kogo jest twoja muzyka? Co sprawia, że ludzie słuchają tak mrocznych i niepokojących rzeczy?

Muzykę, którą tworzę jako Sana Obruent każdy może, mam taką nadzieję, przyswoić. Wszyscy mamy swoje ciemne strony, nie jestem żadnym wyjątkiem. Muzyka odzwierciedla moją idealnie. Mam nadzieję, że ludzie na całym świecie, niezależnie od tego kim są, potrafią odnaleźć w niej coś na kształt spokoju. Ta nadzieja jest dla mnie wszystkim.


Więcej o płycie "Dyatlov" znajdziecie tutaj. Nie zapomnijcie odnaleźć Sana Obruent na Bandcampie i Facebooku.

piątek, 17 lutego 2017

Destination Space Station - Hadean (2017) EN


Missouri-based band went for a hunt for new metaphors and to do so, reached the Lem-Asimov-like future and now, released an album combining dreampop and sci-fi. Sci-pop. Even its cover looks like an illustration for classic releases of Lem's prose.

The lyrics adapt concepts from sci-fi literature and mould them into universal metaphors. The first song describes terraforming, converting the surface of other planets so it can serve humans. But it is also about changing situations you end up in, into something "you can stand" on. The second one is a reference to Thera, the antic island with a civilization destroyed by the eruption of a volcano. But the very next one is a come back into the future with restarting a program and radiant lies.

The lyrics are not accompanied by space-like electronic music but very moody and warm dreampop. As if terraforming and space stations were already a part of our reality demanding including into pop music. So... it's a real dreampop from several decades into the future.

"Hadean" goes for only 3 USD.



Destination Space Station - Hadean (2017) PL


Zespół z Missouri, który w poszukiwaniu nowych metafor wybrał się w lemowo-asimovą przyszłość i wydał właśnie płytę łączącą dreampop i sci-fi. Sci-pop. Nawet okładka płyty wygląda jak ilustracja do klasycznych starych wydań Lema.

Teksty znakomicie adaptują koncepcje z literatury fantastycznej i lepią z nich uniwersalne metafory. Pierwszy utwór opowiada o terraformowaniu, przystosowywaniu powierzchni obcych planet dla ludzi. A także o zmienianiu zastanych sytuacji, tak by można było "na nich stać". Drugi to nawiązanie do Thery, antycznej wyspy z cywilizacją zniszczoną przez wulkan ale już kolejna to powrót w kosmos - o restartowaniu programu i promiennych kłamstwach.

Wszystko to wcale nie jest obudowane kosmiczna elektroniką a bardzo nastrojowym i ciepłym dreampopem. Tak jakby terraforming i kosmiczne podróże były po prostu częścią rzeczywistości. A więc prawdziwy dreampop za kilka dekad.

"Hadean" można mieć za 12 złotych (3 USD).



czwartek, 16 lutego 2017

Box and the Twins - Everywhere I Go Is Silence (2017) EN


 German Box and the Twins combines airy dreampop with an unsettling darkwave vocals. And enlists their inspiration in the most beautiful way possible so it deserves its own four verses: 

"The sound of breaking glass.
The rain against Your window.
The sound of breaking hearts.
Midnight frost."

No wonder their album called "Everywhere I Go Is Silence" is simply so good. Their songs are, of course, about love, but it's a topic that can be talked and talked about. BatT do it in such a way that every track captivates with its own melody and atmosphere. I am bought by "Gravity" and "Perfume Well" and "Ice Machine" but the very best one for me is "This Place Called Nowhere" that both lyrics- and atmosphere- makes a great sequel to the recent "Somewhere in the Nowhere" by Chrysta Bell and David Lynch. Both songs presents "nowhere" as a geographically relevant place with its own coordinates but... is it worth getting lost there? That's debatable. The album is closed by three post-rock ballads and this is a particularly sad ending.

Where the band goes there's no silence, that's for sure. More like there's unsettling love music. And this is absolutely great.

"Everywhere I Go Is Silence" costs 8 EUR.



Box and the Twins - Everywhere I Go Is Silence (2017) PL


Niemiecki Box and the Twins łączy eteryczny dreampop z niepokojącą darkwave'owym wokalem. A do tego najpiękniej opisuje swoje inspiracje, tak ze opis ten zasługuje na własne cztery wersy:

"Dźwięk rozbijanego szkła
deszcz bijący o Twoje okno
dźwięk pękającego serca
mróz o północy"

Nic dziwnego, że ich płyta "Everywhere I Go Is Silence" robi takie wrażenie. Utwory mówią oczywiście o miłości, ale można o niej mówić i mówić. BatT robią to tak, że każdy utwór urzeka swoją własną melodią i atmosferą. Kupują mnie i "Gravity" i "Perfume Well" i "Ice Machine" lecz największym hiciorem jest dla mnie "This Place Called Nowhere" który i tekstowo i klimatycznie tworzy wspaniały sequel do niedawnego przeboju duetu Chrysta Bell-David Lynch - "Somewhere in the Nowhere". W obu "nigdzie" zdecydowanie ma swoje geograficzne koordynaty. Inną kwestią jest, czy warto się tam zagubić. Album kończą trzy post-rockowe ballady, to jest bardzo smutny koniec.

Tam, gdzie chadza zespół ciszy na pewno nie ma. Jest raczej niepokojąca muzyka o miłości A to wyjątkowo wspaniała wiadomość.

"Everywhere I Go Is Silence" kosztuje 35 złotych (8 EUR).



środa, 15 lutego 2017

Violet Cold - Anomie (2017) EN


Azerbaijan-based Violet Cold is a one man metal project by Emin Gulyev of Baku, that already has a dedicated fan base all over the world. And no wonder. The new album proves Violet Cold to make top class metal music that is both full of emotions, epic and crushing into pieces.

There's no place for long introductions on the album - "Anomie" the track attacks with concentrated guitar sounds from the very first seconds. But these are not nerve wrecking, raw sounds but polished, lavish, almost symphonic sounds. But this is not the end - it is accompanied by oriental - Arab? Persian? Azeri? - melodies adding a whole lot of uncanniness to the whole thing. This complex music is also spiced with a solid dose of electronics and gives you a good flow for almost an hour.

Violet Cold is metal music that is a pleasure to listen to. I'm not sure if it makes sense as the tracks are meant to be depressive and brutal - anomie from the title alone means nothing nice, it's the feeling of uncertainty and lack of sense within the society. But for me it is still a source of pleasure.

"Anomie" costs 6 USD.



Violet Cold - Anomie (2017) PL


Violet Cold to azerski jednoosobowy projekt metalowy Emina Guliewa z Baku, który ma już swoich oddanych fanów na całym świecie. I nie ma co się dziwić. Nowa płyta potwierdza, że Violet Cold to metal najwyższych lotów - jednocześnie emocjonalny, epicki i rozbijający na kawałki.

Na albumie nie ma miejsca na długie wstępy - tytułowa "Anomie" atakuje skomasowanymi dźwiękami gitar od pierwszych sekund, Ale nie są to działające na nerwy dźwięki surowe i szarpiące, a raczej wygładzone i rozbuchane, prawie symfoniczne. Ale to nie wszystko - dochodzą do tego wyraźnie orientalne - arabskie? perskie? azerskie? - aranżacje dodające całości niezwykłości. Cała ta złożona muzyka doprawiona jest jeszcze solidną dawką elektroniki i zapewnia dobry flow na prawie godzinę.

Violet Cold to metal, którego słuchanie to czysta przyjemność. Nie wiem na ile to ma sens bo kompozycje są w założeniu depresyjne i brutalne - zresztą tytułowa anomia to nic miłego, "poczucie niepewności i bezcelowości w społeczeństwie (Wikipedia), ale ta przyjemność ze słuchania to dla mnie rzecz bezsporna.

"Anomie" kosztuje 25 złotych (6 USD).



wtorek, 14 lutego 2017

Blanket - Our Brief Encounters (2017) EN


Emotionally intense post-rock from Blackpool - banket has just released its debut album about brief encounters. And the debut is both very, very good and very promising. 

The astronaut on the cover is no coincidence - the whole album sounds as if the band recorded it while watching stars and looking into the future. More, the title can hardly not be a reference to the most famous movie close encounters. Show is stolen by the very first track - with electronically distorted album's title and energically cosmic backgrounds. The next tracks just prove the point, they are definitely a very good post-rock with guitars balanced with electronics and ambient noise. It lifts the audience up, just like the last track suggests - to the skies.

And they are having gigs in Poland this week - tomorrow in Warsaw, on Thursday in Kraków.

"Our Brief Encounters" costs 5 GBP.


Blanket - Our Brief Encounters (2017) PL


Emocjonalny post-rock z Blackpool, blanket debiutuje właśnie płytą o pobieżnych spotkania. I jest to debiut bardzo, bardzo dobry i jednocześnie wiele obiecujący.

Astronauta na okładce płyty nie jest przypadkowy - przez cała płytę muzyka brzmi jakby artyści grali ją zapatrzeni w gwiazdy i w przyszłość. Zresztą tytuł płyty nie może nie być nawiązaniem do najbardziej znanych filmowych bliskich spotkań. Show kradnie już pierwszy utwór - z elektronicznie zniekształconym tytułem całej płyty i energetyczno-kosmicznymi tłami. Następne kawałki tylko pogłębiają dobre wrażenie, bo są bardzo dobrym post-rockiem z gitarami świetnie balansowanymi elektroniką i ambientowymi tłami. Unosi słuchających, tak jak chce to ostatni utwór, w przestworza.

A już w tym tygodniu zespół koncertuje w Polsce - jutro w Warszawie a w czwartek w Krakowie.

"Our Brief Encounters" kosztuje 25 złotych (5 GBP).